Odcinek #10: P-beauty vs K-beauty: czy polska pielęgnacja lepiej odpowiada na potrzeby naszej skóry?
Czy P-beauty to realna jakość i odpowiedź na potrzeby „polskiej skóry”, czy jednak w dużej mierze trend napędzany przez marketing i media jak Instagram?
ODCINEK 10
Witajcie w kolejnym odcinku naszego podcastu SENSUM TALKS. Jest on dla nas szczególnie ważny, bo już to dziesiąty odcinek i dzisiaj mam aż dwie gościnie na naszej kanapie, a są nimi Milena i Iga. Jeśli miałbyście powiedzieć, skąd do mnie przybyłyście to…
Dokładnie z Marynarskiej 15, bo tam znajduje się nasza siedziba, ale przybywamy z serwisu WIZAŻ.PL, w którym piszemy o modzie, o urodzie, o lifestyle'u. Jeżeli jakiś kosmetyk pojawił się na rynku, to prawdopodobnie został już on opisany na naszym serwisie. Także staramy się być blisko kobiet i przede wszystkim blisko trendów.
Budujemy też wielką społeczność, największą w całej Polsce i zrzeszamy po prostu entuzjastki beauty, jak i po prostu kobiety, które chcą dzielić się z innymi kobietami swoimi doświadczeniami.
I wiedziałam, że powiecie to najlepiej, więc ja dopowiem, że spotykamy się dzisiaj, ponieważ będziemy rozmawiać o P-Beauty vs. K-Beauty, czyli czy polska pielęgnacja lepiej odpowiada na potrzeby naszej skóry. I zacznijmy sobie, dziewczyny, od pierwszego pytania, jakim jest, w ogóle jak definiujecie P-Beauty. Czy to już jest ugruntowany kierunek, czy jeszcze w fazie kształtowania?
W sensie zależy, co rozumiemy przez słowo ugruntowany. Ja mam wrażenie, że już jest na pewno o wiele bardziej popularny, niż jeszcze kilka lat temu i mamy naprawdę godną reprezentację. Jest bardzo dużo brandów, które proponują jakościowe, innowacyjne produkty, ale nie jestem trochę pewna, czy konsument jest świadomy tego, że te brandy istnieją i że jest ich aż tak dużo.
Tak, ja myślę, że na pewno narracja, Marek, w tym temacie bardzo mocno się zmieniła na przestrzeni ostatnich miesięcy. Myślę, że na przestrzeni miesięcy, nie można tutaj raczej mówić o latach. I rzeczywiście marki starają się wyróżnić tym, że idą zgodnie z tą ideą P-Beauty. Polskie marki mają niesamowitą umiejętność wyłapywania różnych trendów, czy to z innych segmentów rynkowych, czy to po prostu z innych rynków kosmetycznych. Implementowania tego w praktyce u siebie, w swoich formułach, tworzenie jeszcze jakichś takich innowacyjnych rozwojązań, wzbogacających właśnie już te formuły, które gdzieś tam zostały wyłapane. I ten rynek P-Beauty rzeczywiście bardzo mocno się rozwija, czego zresztą potwierdzenie mamy w badaniach, dlatego że Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego potwierdza, że Polska jest w ogóle na piątym miejscu, jeżeli chodzi o rynek kosmetyczny w Unii Europejskiej. I jest jednym w ogóle z najszybciej rozwijających się rynków kosmetycznych w Europie.
Jeszcze tylko dodam, że mi się wydaje, że jest jeszcze większa szansa na rozwój, bo wydaje mi się, że nie każdy wie, że mamy produkty, które mogą rywalizować z markami koreańskimi, japońskimi, czy nawet z francuską pielęgnacją, która jest bardzo doceniona w świecie beauty. No i my też staramy się budować tę świadomość w naszej pracy redakcyjnej. No i mamy nadzieję, że ta P-beauty, będzie się mocno rozwijała. Może nawet tak jak koreańska pielęgnacja.
Okej, to na początku sobie podsumujmy. Bardzo zresztą trafnie to wszystko powiedziałbyście, zgadzam się z Wami. Ale dla osób, które dokładnie nie wiedzą, P-beauty to oznacza co? Polska po prostu pielęgnacja polskimi kosmetykami, a K-beauty koreańskimi kosmetykami. Tak jest. I właśnie jakie są według Was kluczowe różnice między P-beauty a K-beauty, jeśli chodzi zarówno w filozofii pielęgnacji, jak i w podejściu do skóry?
Mam wrażenie, że koreańska pielęgnacja bardzo często opiera się na obietnicy takiego bardzo szybkiego efektu. Że te produkty są reklamowane w ten sposób, że je nałożysz i rzeczywiście wizualnie coś się zmieni. To jest bardzo łatwo zareklamować, bardzo łatwo jest o tym nakręcić rolkę, wrzucić ją na Instagram, no i potem zbudować zasięgi, zachęcić konsumenta do tego, żeby to zakupić. Z drugiej strony polska pielęgnacja to są często formuły długofalowe, takie, które po prostu poprawiają skóry przy regularnym stosowaniu krok po kroku. No i może ten efekt wizualny tak szybko się nie pojawia, ale rzeczywiście w perspektywie czasu jest to bardzo korzystne.
Tak, ja myślę, że też różnice są zauważalne w kwestiach formulacji. Polskie marki kosmetyczne coraz częściej stawiają na proste składy, a nie te przeładowane w cudzysłowie chemicznymi substancjami, dlatego, że polski konsument niekoniecznie lubi, jak właśnie idzie do drogerii i widzi skład, w którym po prostu mamy całą jedną stronę etykiety przeładowaną tymi różnymi składnikami, których tak naprawdę trudno jest zweryfikować, co one oznaczają. Przeciętny konsument nie będzie wiedział, co one oznaczają. Także to jest też rzecz, na którą rzeczywiście polskie marki stawiają. Mają gdzieś takie ugruntowane poczucie, że jeden składnik pielęgnacyjny poparty powiedzmy badaniami naukowymi, testami instrumentalnymi, obroni się sam w sobie.
- Przejdźmy do kolejnego pytania, jakim jest, że często mówi się, że P-beautyjest lepiej dopasowany do naszego klimatu i stylu życia.Ale co to konkretnie oznacza w praktyce dla skóry?
Cery Polek na pewno są bardziej narażone na zaburzenie bariery hydrolipidowej, są bardziej nadreaktywne, są też często bardziej przesuszone. I marki to wiedzą i starają się oczywiście dostosowywać te produkty do ich potrzeb. Natomiast ja nie wychodziłabym z założenia, że konsument będąc przed wyborem danego produktu w drogerii, będzie stawiał na piedestale tą kwestię klimatu. To znaczy, czy dany kosmetyk akurat w danym momencie odpowiada na nasze potrzeby, te związane właśnie z zanieczyszczeniem powietrza chociażby. Więc moim zdaniem nie jest to kluczowe z perspektywy konsumenta, a dla nas, zarówno dla redaktorek, jak i też osób, które stosują daną pielęgnację, mają gdzieś tam swoje rytuały, bardzo ważne jest to, żeby produkty testować. I nie możemy kategoryzować produktów, że P-beauty w danym aspekcie jest lepsze, w danym gorsze, czy K-beauty ma jakąś przewagę, K-beauty ma jakąś przewagę. Myślę, że kluczową kwestią jest testowanie tego na własnej skórze, bo potrzeby naszej skóry są po prostu bardzo różne.
Tak, jeśli chodzi o składy i te sezonowość, ale jeżeli chodzi o dopasowanie do stylu życia, to uważam, że P-beauty jest jednak bardziej dopasowane do tempa naszego życia, przynajmniej z tego punktu ode mnie, bo koreańska pielęgnacja to są często wieloetapowe, bardzo zaawansowane formuły. Kto ma w tym momencie 40 minut dziennie, żeby robić zaawansowany skincare? Polskie kosmetyki często są wszechstronne, kompleksowe i to jest trochę wygodniejsze.
Tak i tutaj pojawia nam się właśnie ta idea skin minimalizmu, która w ostatnim czasie rzeczywiście ugruntowała się zarówno w narracji marek, jak i staje się coraz bardziej popularna po prostu właśnie wśród konsumentów czy konsumentek, czyli idea mniej znaczy więcej. I wielokrotnie marki polskie udowodniły nam, że jeden kosmetyk odpowiadający na konkretne potrzeby skóry jest w stanie nam zapewnić więcej niż 10-etapowa pielęgnacja, gdzie mamy 5 esencji, 3 sera i 2 kremy.
I wszystkich musimy nakładać w odpowiedniej kolejności.
Tak, to jest też bardzo ważne. Ale czy myślicie, że składniki i formulacje, które są właśnie zawarte w polskich kosmetykach odpowiadają na problemy typowe dla naszej szerokości geograficznej? Jak nie wiem, sezonowość, smog, ogrzewanie zimą?
Myślę, że takie składniki istnieją i takie formuły istnieją. Ale to też, tak jak Milena powiedziała, jest dość mocno personalne i ten wybór jest bardzo szeroki. Mamy kremy, które są troszeczkę cięższe na okres zimowy, troszkę bardziej wysycone, tłustsze, które rzeczywiście są dopasowane do warunków atmosferycznych. Latem sięgamy po lżejsze formuły. Ale nie wiem, czy to jest główna myśl P-beauty i czy to jest główna myśl marek, które tworzą te kosmetyki. Może to też się rozwinie w przyszłości, ale na razie wydaje mi się, że tego nie zaobserwowałyśmy.
Tak, choć myślę, że widać wśród polskich marek fajne podpowiedzi przy każdych sezonach. Właśnie jakie produkty wybrać, więc dobrze, że mamy też taką różnorodność w tych produktach. A jeśli chodzi o to, jaką rolę odgrywają w P-beauty składniki naturalne i lokalne, to czy to realna wartość, czy bardziej storytelling? Jak myślicie?
No właśnie, lokalne nie do końca też rozumiem. O co chodzi może z lokalnymi? W sensie po prostu składniki, które są produkowane na terenie Polski, czy bardziej skupiamy się na tej stuprocentowo naturalnej pielęgnacji tylko z ekstraktów roślinnych?
To załóżmy, że to druga opcja.
Czyli tylko naturalne. Wydaje mi się, że naturalne to nie zawsze jest lepsze.
Tak, to też jest to, o czym pomyślałam. To, że widzimy na etykiecie, że składnik ma 99% składników pochodzenia naturalnego nie gwarantuje nam, że sprawdzi się na naszej skórze. I analogicznie, jeżeli jest jakiś produkt, który tych substancji, powiedzmy w cudzysłowie, chemicznych ma nieco mniej, nie znaczy, że będzie idealny dla naszej skóry. Nie pozostaje nic innego, jak po prostu testować.
Testowanie i dopasowywanie to do własnych potrzeb, po prostu skóry. A czy myślicie, że zachwyt nad tym trendem K-Beauty przysłonił nam trochę to, co właśnie dzieje się u nas?
Myślę, że na pewno. Dlatego, że K-Beauty ma świetnie opracowany marketing. Widzimy na Instagramie, na TikToku te piękne, rozświetlone tzw. glass skin. Zresztą nie ma co powiedzieć K-Beauty bardzo szybko wprowadza różne innowacje technologiczne. Czy to mikroigły, czy doskonale nam znana wąkrota azjatycka, czy kolagenowe maski.
Tak, są prekursorami.
Tak, są prekursorami i oczywiście marki czerpią z tego inspirację i absolutnie nie ma w tym nic złego. Natomiast to, co jest zauważalne z tej perspektywy konsumenta czy konsumentki, to jest to, że my właśnie jesteśmy już trochę przesyceni tą wieloetapową pielęgnacją. I pielęgnacją składającą się z dziesięciu etapów. Co zresztą też potwierdzają nam badania inquiry z zeszłego roku. Większość Polek i Polaków, bo aż 62% w swojej codziennej pielęgnacji używa jednego lub dwóch produktów maksymalnie. Dodatkowo około 60% decyduje się na zużywanie tych produktów, które już ma w swoim zapleczu kosmetycznym, zamiast kupowania nowych, więc to nam też buduje obraz konsumenta świadomego, konsumenta właśnie selekcjonującego swoje wybory. I marki to wiedzą, więc starają się właśnie w ten sposób dostosowywać i zarówno swoją narrację marketingową, jak i konkretne składniki do potrzeb polskiego konsumenta.
I też konsumenta, który troszeczkę już nie ufa do końca wszystkim tym zabiegom marketingowym, akcjom w platformach mediów społecznościowych, bardzo mocnym obietnicom, które często po prostu nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Jednak myślę, że marketing marketingiem było boom, ale to musi obronić jakość, bo inaczej to nie przetrwa i człowiek w końcu pójdzie dalej w ten pewien sposób.
Tak, a jeszcze dodam do tego, co Ty mówiłaś Milena o tym, że właśnie... że to jest ciekawe o tych badaniach, że większość Polek i Polaków ma te dwa, trzy produkty. Bo nawet mi się kojarzy często, jak widzę na Instagramie rolki, gdzie załóżmy jest pokazana koreańska babcia, która pokazuje wnuczce jakich używa kosmetyków, więc paradoksalnie, jak mówiłyśmy tutaj o uwarunkowaniach genetycznych, to ja myślę, że właśnie oni też to mają trochę we krwi, że po prostu młode załóżmy Koreanki widzą jaką pielęgnację ma mama, babcia i że to też jest u nich takie wieloetapowe, więc to też tak naturalnie im przychodzi, że tak wygląda ta pielęgnacja. A my z kolei zazwyczaj właśnie rzadko widzimy, żeby tak jak właśnie mówicie, każda kobieta w swojej łazience miała szereg kosmetyków na 40-minutową pielęgnację, prawda?
Dokładnie.
Tak.
Oprócz nas.
Oprócz was jako redaktora, który musicie testować. Ale właśnie jak dzięki swojej pracy musicie szukać różnych informacji na wiele tematów, to czy myślicie, że polskie marki mają w takim razie przewagę w kwestii regulacji jakości i bezpieczeństwa produktów na tle azjatyckich rynków?
Polska ma jedne z najbardziej restrykcyjnych regulacji, jeśli chodzi o produkowanie i dystrybuowanie kosmetyków na całym świecie. No i też wiadomo, że podlegamy pod prawo unijne, ale jeżeli kupujemy ten kosmetyk w polskim sklepie, to nie ma żadnej różnicy, ponieważ zagraniczne brandy i tak do tych regulacji muszą się dopasować, więc tutaj nie musimy martwić się o bezpieczeństwo. Oczywiście to wygląda trochę inaczej, jeżeli sprowadzamy coś z zagranicznych stron albo kupujemy kosmetyk na miejscu w Azji. Wtedy wiadomo, że nie musimy się bardzo martwić, bo pewnie to nie będzie aż tak złe, bo oni tam jednak jakieś regulacje mają, ale te polskie są bezpieczniejsze, bez wątpienia.
Tak, innymi słowy, idąc do polskiej drogerii, raczej nie mamy się o co martwić.
Super, fajnie. Jeśli oczywiście znacie, to odpowiedź. Czyli koreańskie kosmetyki, bo też są u nas dostępne, to czasami myślicie, że zdarza się właśnie tak, że oni, załóżmy, robią konkretne kosmetyki do regulacji takich europejskich, żeby mogły tutaj być. A tam na swoim rynku mogą mieć zupełnie inne.
Tak, oni często muszą zmieniać formuły i je dopasowywać, ponieważ niektóre substancje aktywne są po prostu zabronione na terenie Unii Europejskiej, a na przykład nie są zabronione na terenie Korei Południowej, więc oni muszą te formulacje zmieniać, żeby móc to legalnie sprzedawać na naszym rynku.
I to jest bardzo ważna informacja. A czy P-Beauty to realna jakość i odpowiedź na potrzeby polskiej skóry, czy jednak w dużej mierze ten trend napędzany przez marketing? Wiem, że my już tutaj o tym dzisiaj mówiłyśmy, no ale właśnie, tak jak miałybyśmy po prostu podsumować tą naszą dzisiejszą rozmowę.
Myślę, że jedno nie wyklucza drugiego, że to po prostu może się ze sobą łączyć. Rynek jest dość wysycony, więc marketing jest bardzo ważny. Nie oszukujmy się, bez dobrego marketingu nic po prostu nie zadziała. Ale to nie znaczy, że ten nurt nie stara się być jak najbardziej dopasowany do polskich potrzeb, polskiej skóry, polskiej genetyki, polskiej filozofii pielęgnacji, więc myślę, że i to i to w pewien sposób.
Tak, myślę, że to jest w ogóle bardzo fajna klamra kompozycyjna do tego, o czym rozmawiałyśmy na samym początku. I co mówiłam a propo wzrostów zarówno sprzedażowych, jak i w ogóle naszej siły jako polskiego rynku kosmetycznego. To, że nasz rynek się rozwija, warunkuje jedną rzecz. To, że jest właśnie wysycony. A jeżeli jest wysycony, to marki muszą szukać różnych rozwiązań, żeby wyróżnić się na tym rynku. I myślę, że jeżeli marki robią to pod pryzmatem P-beauty, to nie ma w tym absolutnie nic złego. My jak najbardziej zachęcamy do eksplorowania polskiego rynku, bo tak jak już dowiodłyśmy jest mnóstwo fantastycznych marek, które tworzą innowacyjne formulacje, które później są opatentowywane i których na przykład nie ma nigdzie indziej, a są u nas, są takie składniki. Więc jak najbardziej możemy z tego czerpać i jeżeli możemy wspierać lokalne przedsiębiorstwa, to jak najbardziej to róbmy.
Ja myślę, że dzięki temu też nie będziecie w ogóle nudzić się w swojej pracy. Bo jestem przekonana, że tych kosmetyków będzie też coraz więcej. Coraz to ciekawszych, innowacyjnych dojdą na pewno kolejne składniki więc fajnie, cieszę się, że w ogóle podejmujecie ten temat P-beauty, że działacie właśnie tak lokalnie. I bardzo się cieszymy, że mogliśmy też czytać ten artykuł właśnie w serwisie WIZAŻ.PL u Was. I co? Myślę, że powoli będziemy się już żegnać z naszymi widzami, ale mi było bardzo miło rozmawiać z Wami o ważnym dla nas temacie. Ciekawym, myślę też, dla naszych widzów. Dziękuję Wam bardzo, Iga Milena.
My dziękujemy bardzo za zaproszenie.
Bardzo dziękujemy.
Dziękuję i zapraszamy Was już na kolejny odcinek. Mamy już dziesiąty za sobą, z duetem. No to zobaczymy, czy przy kolejnym będzie jeszcze więcej osób. Czy wrócimy może do pojedynczych wersji.
Tak, ten był pilotażowy.
Ten był pilotażowy. Dziewczyny, o właśnie, to jest ciekawostka były po drugiej stronie, bo zazwyczaj to one prowadzą w swojej pracy, więc ja teraz ich trochę pomęczyłam.
Dziękujemy.
Dziękujemy.