Opublikowano:

TRZEBA SIĘ POTKNĄĆ MNÓSTWO RAZY, ŻEBY W KOŃCU ZŁAPAĆ WŁAŚCIWY KROK

Anna Bińkowska – autorka kryminałów, laureatka konkursów literackich na opowiadania kryminalne, prywatnie miłośniczka kotów, filmów i książek. W 2017 roku ukazał się jej debiut książkowy, „Tu się nie zabija”, który został bardzo dobrze przyjęty przez czytelników.

Autor zdjęcia: Anika Nojszewska

Redakcja:  To był dla Ciebie przełomowy rok, cieszysz się z sukcesu, jaki osiągnęłaś?

Ania: Sukces dopiero przede mną! No dobra, to trochę kokietowanie – debiut w tak prestiżowym wydawnictwie jak W.A.B., w kultowej „Mrocznej Serii”, sam w sobie jest ogromnym sukcesem. Ale nie ma co osiadać na laurach, tylko trzeba zakasać rękawy i brać się do pracy nad kolejną książką, która przecież się sama nie napisze. Faktem jest jednak, że tegoroczny debiut dodał mi trochę wiatru w skrzydła. Jakoś łatwiej jest spędzać kolejne godziny przy komputerze, wiedząc, że są czytelnicy, którym spodobała się historia, którzy zaprzyjaźnili się z jednymi bohaterami, a innych znielubili. Nie ma co ukrywać, dewiza Scarlett O’Hary, czyli „pomyślę o tym jutro”, jest mi bardzo bliska, bo też o wielu rzeczach wolę myśleć jutro, toteż świadomość, że ludzie czekają na drugą część, jest bardzo dopingująca. Fajnie zatem jest się trochę pocieszyć z wdrapania się na jedną górę, ale w końcu przede mną kolejne, jeszcze wyższe i dalsze.

Redakcja:  Skąd pomysł na pisanie i na książkę?

Ania: Pomysł na pisanie zakiełkował mi, zanim to stało się modne! Zawsze miałam jednak zakodowane, że książki, wbrew powszechnej opinii, nie biorą się z powietrza. Jerzy Stuhr wyśpiewywał kiedyś na całą Polskę, że „śpiewać każdy może […], ja po prostu niestety mam talent”, a patrząc na obecny rynek wydawniczy, to samo można powiedzieć o pisaniu. A ja chciałam, żeby moja książka była o czymś, żeby przez trzysta stron opowiadała jakąś historię, więc obserwowałam świat wokół mnie, pochłaniałam kolejne książki i filmy… Gdzieś po drodze z tego wszystkiego powstał pomysł na bohaterów, którzy byliby w stanie pociągnąć całą historię. Temat znalazł się sam, znam trochę środowisko akademickie, więc naturalne dla mnie było osadzenie w nim moich bohaterów. I poszło.

Redakcja:  Czy miałaś chwile zwątpienia i jak sobie z nimi poradziłaś?

Ania: Chwile zwątpienia mam cały czas! Jestem okrutnie wątpiącą osobą, od pierwszego do ostatniego momentu pracy nad tekstem. Mam wątpliwości co do historii, co do bohaterów, co do rozwiązań formalnych, do poszczególnych scen, układu całości, sensu… Ale gdyby tak się poddawać tym wątpliwościom, to nigdy by się niczego nie skończyło. Bo wbrew pozorom wątpliwości są dobre – motywują do dalszej, cięższej pracy, do lepszego sprawdzenia, lepszego przemyślenia, do lepszego ułożenia sobie całości, do rozwoju literackiego. Chyba zaczęłabym się bać, gdybym nagle zorientowała się, że nie mam żadnych chwil zwątpienia podczas pracy nad książką, że wszystko jest idealnie, bo to by oznaczało, że straciłam zdrowy dystans. Brrrr.

RedakcjaSkąd czerpiesz siłę do działania? Co Cię inspiruje, pozytywnie nakręca?

Ania: Jak pisałam wcześniej, chwile zwątpienia mam niemal cały czas, ale mam również przeogromne szczęście, że otaczają mnie ludzie, którzy wierzą za mnie 😉 Wierzą i wspierają. Mówię tu zarówno o całej mojej rodzinie, jak i przyjaciołach. Ich wiara pozwala załatać własne dziury i pomyśleć, że może jednak nie jest tak źle. No i są moi czytelnicy. Świadomość, że ktoś – poza ludźmi ze mną związanymi w taki czy inny sposób – uwierzył moim bohaterom, jest niesamowicie budująca. To daje niezłego kopniaka. Z drugiej strony niezwykle inspirują mnie te kolejne szczyty – wyznaczane przez samą siebie, metaforyczne, bo w kontekście turystyki jestem raczej miłośniczką morza. Generalnie lubię planować i lubię wiedzieć, że muszę wykonać konkretne działania, żeby wypełnić swój plan – czyli napisać kolejne książki, żeby stworzyć zaplanowany, konkretny obraz. A solidnej dawki inspiracji dostarczają mi ludzie i ich historie. Nie chodzi o to, żeby opisać ich przypadki, tylko żeby te historie poznać, przemyśleć, a potem… zapomnieć i usiąść do pisania z zaledwie cieniem danej historii, wrażeniem, jakie na mnie wywarła. Poza tym bardzo lubię podpatrywać formalne rozwiązania w książkach czy filmach, zawsze wtedy żałuję, że nie pomyślałam o tym wcześniej 😉 W zeszłym roku zachwycił mnie na przykład sposób opowiadania w „Dunkierce” Christophera Nolana – trzy przeplatające się plany narracyjne szalenie mi się spodobały. Pomyślałam sobie wtedy, jak to by było fajnie zastosować podobne rozwiązanie w książce, ale na razie… plan nie przewiduje takich szaleństw 🙂

RedakcjaCzym dla Ciebie jest siła kobiet?

Ania: Wciąż się zastanawiam i przyznam szczerze, że nie potrafię znaleźć definicji. Może dlatego, że – lekko licząc – na świecie jest jakieś siedem i pół miliarda ludzi, z czego mniej więcej połowa to kobiety. I każda z nich ma inną definicję „siły kobiet”, dla każdej będzie to oznaczało coś innego, bo każda jest inna. Zawsze, kiedy już prawie, prawie zdecyduję – tak, to jest dobra koncepcja siły kobiet! – to natychmiast gdzieś na horyzoncie pojawia się jakaś kobieta, która burzy moją piękną definicję i udowadnia, że jest zupełnie inaczej. Więc może tkwi właśnie w sile transformacji? W sile tego, że potrafią zmieniać siebie i świat wokół siebie.

Redakcja W jaki sposób chciałabyś zmotywować innych do sięgania po marzenia?

Ania: Przede wszystkim – nie bać się! Trzeba się potknąć mnóstwo razy, żeby w końcu złapać właściwy krok. I nie bać się drugich szans, tylko z nich korzystać. Coś nie wypaliło za pierwszym razem? Było nie tak, ale teraz pojawia się możliwość, żeby spróbować raz jeszcze? To brać i korzystać, zmieniać! Może tym razem jest lepszy moment, może jesteśmy bardziej doświadczeni, lepiej przygotowani, żeby z tego skorzystać. Poza tym marzenia są super, ale czasem trzeba też mierzyć zamiary na siły i obok tych wielkich marzeń mieć kilka takich łatwiejszych w realizacji, żeby nie frustrować się, że oto mija kolejny rok, a to wielkie marzenie wciąż tak samo daleko. Może i tak, ale za to tych kilka drobniejszych jest przecież w zasięgu ręki.

Redakcja: Kiedy kolejna książka i czy też kryminał?

Ania: Myślę, że jeszcze dużo wody w Wiśle upłynie, zanim znudzą mi się kryminały! Na razie wciąż pracuję nad serią o policjantach z Komendy Stołecznej – choć w każdej części będą się pojawiać wszyscy moi policjanci, to jednak bohaterem przewodnim każdej książki będzie inna postać. Wierzę w to, że każdy ma jakąś historię do opowiedzenia, także moi bohaterowie. Historię, która będzie dla nich przełomowa, a która będzie jednocześnie wciągająca dla czytelnika. Mam nadzieję, że uda nam się z wydawnictwem przygotować kolejną część na tegoroczne wakacje, choć na rynku wydawniczym wszystko może się zdarzyć : )

Autor zdjęcia: Anika Nojszewska
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *